piątek, 3 listopada 2017

MORNING ROUTINE - EARLY WAKING UP

Witam Was wszystkich bardzo cieplutko, co na pewno się przyda przy takiej typowej, jesiennej pogodzie. Każdy poranek wygląda u mnie tak samo, szczególnie w te dni, kiedy mogę się lenić i przewracać do późnej godziny. Tak, od środy do niedzieli mam wolne od szkoły, gdy w inni muszą się edukować. Miła odmiana jak dla mnie, iż zazwyczaj wstaję o 6:00. Autobusy mnie nie lubią. Ugh... Na szczęście już się przyzwyczaiłam i nie jest tak źle z tym wstawaniem. Cieszę się, że wyrobiłam sobie taki nawyk. Nie zawsze budzę się piękna, ale od czego są kosmetyki. W dni takie, jak ten dzisiejszy, pierwsze, co robię po przebudzeniu, to... no cóż.. kolejna drzemka. A tak na serio, to włączam telewizor w pokoju, biorę telefon do ręki i przeglądam swoje social media pod cieplutką kołderką. Tego poranka stwierdziłam, że zjem sobie spaghetti z wczoraj na śniadanko wraz z czarną herbatką. Nie będę Wam kłamać, przygotowywać jakieś zdrowe, dietetyczne śniadanka, którymi sobie nie pojem. Nie jestem ,,takim'' typem dziewczyny. Chciałam kiedyś to zmienić, żeby schudnąć i wyrzeźbić troszkę sylwetkę, ale jestem leniuszkiem i wolę mieć sadełko na zimę. Oczywiście musiałam rozlać tą herbatę w trakcie zdjęć, ale na moje szczęście, stało się to w kuchni. Gdybym tak poplamiła nowiutką poszewkę to kaplica. Cudowny jest taki prosty, minimalistyczny styl i dziękuję mamie, że mi taką kupiła!! Zawsze o takiej marzyłam! Zafundowałam sobie także dzień bez makijażu. Zazwyczaj robię taką przerwę w weekendy, kiedy nie muszę nigdzie wychodzić. Chyba nie wyglądam aż tak źle, prawda? Chciałabym Was też o coś zapytać. Czy zauważyliście we mnie jakąś zmianę? Prawdziwi czytelnicy bloga powinni wiedzieć od razu o co chodzi. Wiecie już co to takiego? Zostawiam Was z tą zagadką.













środa, 4 października 2017

SZAFA TO LABORATORIUM?!? EKSPERYMENTY MODOWE


Wiem, że na pierwszy rzut oka ta stylizacja jest yyy... dziwna? Mało kto ubrałby się tak do szkoły, pracy lub na miasto. To nie jest modne w XXI wieku. Czasy się zmieniły, więc dlaczego ubrałam się WŁAŚNIE TAK do zdjęć? Postaram się jakoś sensownie odpowiedzieć na to pytanie, lecz pewnie dla niektórych ta stylizacja nadal będzie ,,dziwna". Postanowiłam trochę poeksperymentować w swoim laboratorium, czyli po prostu szafie, i znaleźć coś ciekawego. Na blogi nie dodaje się zdjęć z prostymi, neutralnymi ubraniami , a przynajmniej nie powinno tak być. Wtedy ta część posta nie jest taka ciekawa i nie przyciąga. Moda to jest zabawa kolorami, fakturami i dodatkami. Jeśli każdy na bloga modowego dodawałby zdjęcia stylizacji składających się z jakiejś prostej bluzy i leginsów, to ten post byłby po prostu NUDNY. Mi samej zdarzały się takie sytuacje, miałam takie posty, ale wiadomo, że czasami trzeba dodać coś zwyczajniejszego, bo nie każdy ma tyle pieniędzy, żeby wszystkie ubrania kupować na pokaz w najdroższych sklepach. Tym razem nie zaszalałam z barwami, ale według mnie połączenie kremowej sukienki z dodatkiem koronki w połączeniu z białą, przewiewną koszulą bez rękawów jest raczej nietypowe. Jeszcze ten pasek, który robi talię osy. Zdjęcia są biało-czarne, ponieważ według mnie w takiej postaci wyglądają lepiej. Niestety, musicie te kolory wyobrazić sobie sami. Stylizacja jest w stylu vintage, co widać na zdjęciu. Kiedyś pewna stylistka mody powiedziała, że trzeba się ubierać tak, żeby się wyróżniać spośród tłumu, bo życie jest zbyt krótkie. Jak dla mnie to była prawda życiowa, którą wzięłam sobie do serca. Teraz powinniście zrozumieć sens takiego połączenia ubrań. Jako ,,dodatek" dałam swoją słynną sztalugę (może niektórzy wiedzą czemu) wraz z cytatem w białej ramie. To jeden z moich ulubionych rzeczy w pokoju. Wy też lubicie eksperymentować z modą, czy jednak wolicie ubierać się prosto, bez jakiegoś kombinowania? Piszcie w komentarzach!! <3 


piątek, 15 września 2017

NIE BÓJ SIĘ CHODZENIA PO MORZU


Rok szkolny dopiero się zaczął, a ja już nie byłam dwa dni w szkole. Wytłumaczenie / zwierzenie w nieco dalszej części tekstu. Pytaliście często na snapchacie, na który profil w liceum się wybieram. Dostałam się do liceum o wysokim poziomie na profil z rozszerzą matematyką i fizyką. Co ja robię w tej klasie? Codziennie zadaję sobie to pytanie. Nawet moich znajomych z gimnazjum to dziwi. Dlaczego nie byłam w szkole? Otóż tu się już sprawa komplikuje. Jeśli jesteście wiernymi czytelnikami, raczej chcielibyście wiedzieć, co się ze mną dzieje. W środę wieczorem miałam operowaną stopę. Odwlekałam to w sumie rok. Panicznie boję się igieł i całego sprzętu tego typu. Nawet przed pobieraniem krwi odczuwam stres, a co dopiero przy takim zabiegu. Kiedy zobaczyłam strzykawkę ze znieczuleniem, rozpłakałam się i chciałam przerwać. Na szczęście mam to wszystko już za sobą i operacja się udała. Chirurg założył mi dwie szwy. Mam problem z chodzeniem i tata niósł mnie na rękach, przez wszystkie korytarze szpitala, aż do auta. Po domu chodzę z kulą i przez nadchodzący tydzień będę musiała wziąć swoją trzecią nogę do szkoły.  Na jakieś trzy miesiące mam zwolnienie z wychowania fizycznego, jednak nie wiem, czy to jest powód do radości. Wolałabym mieć więcej ruchu. Hmm... ciekawe, czy ktoś mnie zdepta na korytarzu. Dwa piętra dla mnie w takiej sytuacji będą wyzwaniem. Cytując ks. Jana Twardowskiego: ,,Nie bój się chodzenia po morzu". Uważam, że jego słowa pasują do mojej sytuacji i powinnam się ich trzymać. To motto liceum, do którego uczęszczam. Wcześniej ledwo się przeciskałam, a jak będzie teraz? Ciężki czas przede mną. Życzcie mi powodzenia. Mieliście kiedyś coś operowane? Także boicie się takich rzeczy? Jak jest w Waszej szkole? Przetrwałabym tam z kulą? Dziękuję wszystkim osobom, które mnie wspierały i robią to nadal 💓


czwartek, 31 sierpnia 2017

RZYGAM TĘCZĄ - BACK TO SCHOOL


Witajcie! Dość długo mnie tu nie było. Mimo, że są wakacje (jeszcze), wcale nie bywało tak kolorowo jak na zdjęciach. Ciągła praca, brak czasu na odpoczynek. Kiedy wróciłam, również nie miałam chwili wytchnienia, gdyż nadrabiałam i nadal nadrabiam całe wakacje ze swoim chłopakiem.
Tematem dzisiejszego posta jest powrót do szkoły oraz ,,rzyganie tęczą". Czy cieszę się z nadchodzącego za kilka dni roku szkolnego? Owszem. Dlaczego? Zawsze było tak, że w trakcie wakacji chciałam już się uczyć. Przeszkadza mi ta monotonność, ciągła rutyna. Irytuje mnie brak zorganizowania. Wtedy każdy dzień jest bezcelowy i bez sensu. Nawet kupiłam gruby zeszyt w kratę z ładną, kwiecistą okładką. Będę tam prowadziła swój osobisty kalendarz. Sama zrobię tabelki, numerki i inne pierdoły. Zdobienia są mile widziane. Zresztą, jestem ciekawa życia w liceum. Jaki jest poziom nauki. Jacy są nauczyciele. Chcę poznać nowych ludzi, chociaż przyznam, że troszkę się tego boję. Mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poznać prawdziwych przyjaciół. Nowe ubrania, buty, książki, zeszyty i plecak. Gotowa na przygodę ,,SZKOŁA". Wyprawka, to chyba moja ulubiona część. Uwielbiam zapach nowych zeszytów i postanowienie: ,,Od tego roku będę pisała ładnie, wyraźnie". Niestety, jeszcze nigdy nie udało mi się tego dotrzymać. Trwało to najdłużej miesiąc. Co do zdjęć... Podobają mi się te kolorki. Dzięki temu właśnie powstał tytuł. Niegdyś bardzo lubiłam ten filtr na Snapchacie. A Wy? Cieszycie się na rok szkolny? Jaki filtr jest Waszym ulubionym?


piątek, 14 lipca 2017

KILLEBOM - SÖLVESBORG FESTIVAL CITY


Gdybym nie napisała w dalszej części tytułu ,,SÖLVESBORG FESTIVAL CITY", to pewnie większość z Was nie wiedziałaby o co chodzi. Killebom to wydarzenie oganizowane, co roku, w mieście napisanym wyżej. A tak na chłopski rozum to po prostu weekend, kiedy są rożne koncerty, karuzele i inne atrakcje. Taka okazja, żeby wyszaleć się za wszystkie czasy. Brzmi super prawda? A jeśli masz to wszystko za darmo? Normalnie te śmiertelne maszyny są płatne i kupuje się specjalnie bilety. Jedna karuzela - jeden świstek. Na szczęście ja miałam wszystko za free. Dlaczego? Moja znajoma, a właściwie sąsiadka w Szwecji, ma znajomości. Załatwiła mi karnet, z którego mogłam skorzystać osiem razy. Co prawda, to nie był mój pierwszy raz z tymi atakcjami, ale i tak czułam się tam świetnie! Razem z kuzynem szaleliśmy na gwieździe, filiżankach oraz pająku. Które okazało się najlepsze? Tak naprawdę nie mogę porównywać wiatru i wysokości z szybkością i bólem karku. Ostatecznie znajomy postawił mi jeszcze jeden bilet i grupą poszliśmy przypomnieć sobie, jak to jest mieć guza na głowie i obolałe plecy. Zawiodłam się jedną sprawą - nie było tzw. ,,Młota". W tamtym roku wraz z kuzynką z Polski poszłyśmy na niego. Okazało się, że był zepsuty, bo nie zatrzymał się tak jak trzeba. Po tym wszystkim przeprosili nas i oddali bilety. Ominęłyśmy śmierci. Moja teoria jest taka, że nie było teraz tej atrakcji, bo nie zdążyli jej naprawić. Może to i lepiej, ale i tak chciałam na nią pójść. Jak widać na zdjęciach są też stoiska z pluszakami, słodyczami, balonami itd. Niestety, to trzeba wygrać. Nic za darmo. Ja nawet nie próbowałam, ponieważ nie mam szczęścia do tego. Szkoda mi pieniędzy na nieudane próby. Po tym wszystkim poszliśmy w troszkę spokojniejsze miejsce, czyli do portu. Zrobiliśmy ta kilka zdjęć przy łodziach, których tutaj nie ma, bo niestety są słabszej jakości. Mój aparat zachwyca po zmroku. Wyczuliście ten sarkazm? W każdym razie wszystko było okej i mile wspominam tamten dzień. Siniaki nie zepsuły mi tamtej chwili.